Ciebie też okłamali? To wcale nie samochwała w kącie stała!

128

Jan Brzechwa zasłynął wieloma wierszami dla dzieci, ale „Samochwała” jest tym, który zdobyłby pierwszą nagrodę w konkursach na najbardziej wpływowy i najbardziej toksyczny z nich wszystkich. Miliony kobiet dorastały straszone pierwszym wersem tej rymowanki. Miliony kobiet pozbawiono szans na awans, podwyżkę i uznanie, spychając je do roli posłusznych, pracowitych wyrobnic.

Ostro? Tak.

Przesadzam? Ależ skąd.

Kto stał i stoi w kącie?

Patriarchat ma wiele wcieleń. Jednym z nich są dobre intencje naszych matek i babek. Które wierzyły, że powinnyśmy być lubiane, bo dawno temu od tego zależało nasze przetrwanie. A żebyśmy były lubiane – powinnyśmy być skromne. Nie wychylać się przed szereg. Ciężko pracować, każdemu pomagać. I czekać, aż ktoś nas dostrzeże, wyciągnie z kąta i ku naszemu ogromnemu zakłopotaniu – „ależ skąd, to nic takiego, naprawdę ” – doceni i odpowiednio nagrodzi.

Skrycie marzymy o nagrodach, odbębniając swoje obowiązki, biorąc na siebie nadgodziny, wykonując pracę powyżej kwalifikacji związanych z naszym stanowiskiem i wynagrodzeniem.

I nikt o tym nie wie. Nawet, a może zwłaszcza osoby, które tak chętnie korzystają z naszej pracy.

A potem z zawiścią patrzymy, jak awansuje osoba nowsza, mniej kompetentna, mniej uczynna.

Większość nauczycielek to kobiety. Większość dyrektorów szkół to mężczyźni. Przypadek? Nie – i jedną z wielu przyczyn jest to, że mężczyźni nie słyszą przekazu, że jak będą się chwalić, to nikt ich nie polubi i będą stali samotnie w kącie.

Za to Ty, która się nigdy nie chwalisz – jak najbardziej w nim tkwisz.

Może już przestałaś się starać?

Może odpuściłaś marzenia?

Szkoda by było. Masz tyle fajnych kompetencji! Miałaś tyle aspiracji! Tyle rzeczy zrobiłabyś lepiej!

Tylko nikt o tym nie usłyszał…

Coś sobą reprezentujesz? Powtarzaj to często!

Moim zdaniem nie da się spędzić życia tak, żeby niczego sobą nie reprezentować, niczego się nie nauczyć, nie mieć przynajmniej bazy do budowania dalszych kompetencji.

Nawet jeśli oglądasz głupie seriale na Netfliksie, możesz przypadkiem stać się osobą oblataną w popkulturze. Jeśli śledzisz plotki na Pudelku i wiesz, co dzisiaj zje na śniadanie Kim Kardashian (o której ja wiem tylko tyle, że powinnam tu podać jej nazwisko), możesz przy odrobinie treningu zacząć do tego Pudelka pisać lub założyć własnego. Jeśli nałogowo grasz w gry komputerowe, to może należałoby je testować, recenzować albo nagrywać swoją grę i publikować ku uciesze fanów?

Celowo podałam przykłady kojarzone z „marnowaniem sobie życia”. Bo sama jestem takim przypadkiem. „Nie siedź tyle w komputerze, ucz się, nie dostaniesz pracy bez przynajmniej dwóch języków obcych” – słyszałam dwadzieścia lat temu. Nigdy nie dostałam pracy w międzynarodowym korpo. Za to od ponad dwudziestu lat współpracuję z wieloma ciekawymi ludźmi. Część z nich to również ludzie znani. Zaczęłam z grubej rury, bo od Zbigniewa Hołdysa, ale to temat na inną opowieść…

Prawdopodobnie umiesz coś bardziej kojarzonego z opłacanym zawodem niż granie w gry komputerowe. Jest spora szansa, że jesteś w tym dobra. Jest pewna szansa, że w jakimś obszarze jesteś świetna. Jeżeli myślisz sobie „zrobiłabym to lepiej”, to szanse na Twoje wbijające w fotel kompetencje wzrastają. Dodajmy doświadczenie, kursy, śledzenie trendów, wymianę know-how z innymi ludźmi z branży, pozytywne opinie na temat Twojej pracy itd.

To temat na wiele treści w mediach społecznościowych i wiele rozmów z Twoim najbliższym otoczeniem – ludźmi z pracy, znajomymi, rodziną. Często to fakt, że ktoś znany z życia dobrze Cię kojarzy z jakąś tematyką, otwiera Ci nowe drzwi. Bo ktoś kogoś szuka, a ktoś inny o tym wie i zna Ciebie. I poleca.

NIENAWIDZĘ, kiedy nie wiem, że jesteś w czymś dobra!

Pewnego dnia w oczy wpadło mi ogłoszenie, że pewna znana firma szuka pracownika na stanowisko programisty. Mam chłopaka programistę. Ogłoszenie przeczytałam ze zrozumieniem. Z chłopakiem często rozmawiałam o jego pracy.

Byłam prawie pewna, że to nie jest miejsce pracy dla niego. Że ma inne kwalifikacje niż wymagane i za mało udokumentowanego doświadczenia. Na szczęście postanowiłam to sprawdzić.

Okazało się, że w rozmowach ze mną pominął kilka swoich osiągnięć z poprzednich miejsc pracy – zanim się zeszliśmy. Bo to przeszłość. Problem w tym, że jego przeszłość oznaczała kluczowe doświadczenie z perspektywy pracodawcy. Ówczesne obecne doświadczenie było tylko kropką nad i.

Pracę dostał bez trudu.

Odnotowuję jego sukcesy. Ktoś musi tego pilnować.

*

Moja dawna przyjaciółka dopiero po kilku latach mimochodem wspomniała, że kiedyś tam była nominowana do najważniejszej nagrody w swojej niszy. NIGDZIE nie podawała tej informacji. Tak, często rozmawiałyśmy o jej zawodzie. Tak, pomagałam jej tworzyć media społecznościowe. Ale równocześnie myślałam, że co jak co, ale mnie mówi wszystko.

To rzeczywistość setek tysięcy fantastycznych kobiet w Polsce. Nawet gdyby dostały Nobla, zadbałyby, żeby mało kto o tym usłyszał. Wiem też, że jeśli napiszę typowej kobiecie piękne i prawdziwe peany pod jej adresem, to prawdopodobnie powie „ależ nie, to za dużo, za mocno, za bardzo” i będzie to chciała uskromnić. Umniejszając swoje kompetencje oraz sukcesy. Bo z tym, co napisałam, będzie jej niekomfortowo.

Sama tak miałam, kiedy dotarło do mnie, że mam dwudziestoletnie doświadczenie w działaniach w sieci. Napisałam to. I było mi z tym obco. Ale przynajmniej wiedziałam, co za to odpowiada i że powinnam to zostawić.

Dlaczego MUSISZ nauczyć się chwalić?

Zapamiętaj jedną ważną rzecz:

Zarówno pracodawca chce zatrudnić lub awansować kogoś, kto jest najbardziej kompetentny, jak i klient chce kupić od najlepszego w branży.

Pamiętaj, oni nie mają Cię lubić prywatnie. Oni mają Ci chcieć zapłacić tyle, ile jesteś warta.

Ale żeby to zrobić, muszą wiedzieć, ile jesteś warta. Nasze pieniądze rzadko kiedy idą do kogoś TYLKO dlatego, że go lubimy.

Mają znać Twoją wartość od Ciebie.

Możesz używać słów innych ludzi. Przytaczać rekomendacje i pochwały, nawet ustne. Nawet powinnaś – silniej oddziałują na otoczenie niż Twoja własna opinia.

Znana aktorka powiedziała, że jesteś znakomita w tym, co robisz? Potraktuj to jak news dnia. Nawet jeśli tego samego dnia odbył się szturm na Kapitol, narodził się pierwszy prawnuk królowej Elżbiety, eksplodowało Yellowstone albo miało miejsce inne spektakularne wydarzenie. Całe Twoje otoczenie ma celebrować razem z Tobą Twój sukces (albo zwijać się z zawiści), a nie przeżywać jakieś doniesienia medialne!

Przede wszystkim ma celebrować/zazdrościć Twoje środowisko zawodowe!

Brzmi jak skok na głęboką wodę?

To zacznij od czegoś prostszego. Zapisz to. Dla samej siebie. Przynajmniej nie zapomnisz.

Potem powiedz jednej osobie. Dobitnie. Z dumą w głosie.

I zwiększaj zasięgi.

A jeśli ktoś napisał Ci pochwałę? Udostępnij ją! Możesz też – a nawet powinnaś – prosić zadowolonych klientów o rekomendacje.

To Ty kreujesz swój wizerunek. Rób to świadomie

Nie kreuj wizerunku szarej, pilnej pracownicy, która zawsze zostanie po godzinach, spełni każdą prośbę i będzie narzekać otoczeniu, że nienawidzi tego miejsca pracy i wszystkiego jej się odechciewa. W miejscu pracy będziesz postrzegana jak tania siła robocza z karteczką na plecach „wykorzystaj mnie”. Wśród znajomych – jako osoba pozbawiona ambicji.

Żaden z tych wizerunków nie ma nic wspólnego z docenieniem Twojego zaangażowania i dostrzeżeniem cichego marzenia o wyższych dochodach i bardziej odpowiedzialnej pozycji zawodowej. Takie rzeczy trzeba demonstrować.

Zdolna jesteś niesłychanie? Opowiadaj o tym ze szczegółami raz po raz. Dotyczy każdej branży.

Najpiękniejsze masz ubranie? Pokaż, że o tym wiesz. Zrób zdjęcia, najlepiej profesjonalne. Daj linki afiliacyjne. Masz w ogóle pojęcie, jak fajnie mają blogerki modowe? Oczywiście potem wydaj książkę o modzie albo zrób kurs o tym, jak świadomie kupować dobre, twarzowe, modne ciuchy.

Twoja buzia tryska zdrowiem? Powiedz, że tak jest i opowiedz, jakie metody odpowiadają za ten efekt. Potem sprzedaj ebooka albo zaproś do swojego gabinetu kosmetycznego.

Jak coś powiesz, to już powiesz? Zacytuj samą siebie w innym medium! Niech inni Twoi fani też mają dostęp do Twojej mądrości. Przypomnij im tę wypowiedź za dwa lata. Przyda się nowym fanom i tym, co już zapomnieli.

I tak dalej, i tak dalej.

A córce pokaż ten durny wierszyk WYŁACZNIE w ramach opowiadania, jakie dziwne były kiedyś czasy, że nie miałyśmy blogerek modowych, a dziewczynkom mówiono, że mają przeżyć całe życie w cieniu pewnych siebie chłopców. Ale to może jak będzie starsza.

Sharing is caring!

Na pewno znasz kobietę, której przyda się ten tekst. Prawdopodobnie niejedną.

Udostępnij jej ten tekst. Tak po prostu lub kiedy następnym razem powie, że nikt jej nie docenia, choć daje z siebie 200%.

A propos dawania. Justyna Kwiatkowska ma piękne powiedzenie. Trzy razy daj, a raz weź. Weź. Sama. Nie czekaj, aż Ci dadzą. I już po trzech razach, a nie po trzystu milionach razów. Weź. Należy Ci się. Zapracowałaś. Śmiało.

To też przekaż dalej. Niech się niesie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj