
Kiedy miałam 17 lat i nadaremnie szukałam dla siebie pomocy psychiatrycznej, mama mojej przyjaciółki (i jednocześnie kumpela mojej matki) pisała mi anonimowe komentarze w sieci, że jestem po prostu leniwa i „dobry psycholog rozszyfruje mnie w pięć minut”. Chciałabym.
Po ponad 20 latach (w tym kilkunastu leczenia) specjaliści nadal nie uzgodnili na 100%, co mi jest. W toku życia dostałam pewnie kilkanaście diagnoz. Żadna z nich nie wydaje się naciągana, choć kryteriów kilku z nich już nie spełniam, a na większość nie wyglądam.
Pomijając zaburzenia psychiczne i neurologiczne, rodzinę dziwniejsza niż Addamsowie oraz oczywiście burzliwą przeszłość pełną błędów, traum i toksycznych relacji, mam całkiem komfortowe życie.
Od bardzo, bardzo dawna trzymam się jednej zasady: „może być lepiej i kiedyś będzie”. Trwałam przy niej uparcie, kiedy mieszkałam w melinie, kiedy byłam sama jak palec, kiedy znowu zawiodłam się na najbliższej (wtedy) osobie. Bywały okresy zwątpienia, ale życie ma swoje sposoby, żeby nas kamieniować i niech mnie szlag, jeśli będę dostarczała kamieni (pionierka Teksasu, Sarah McClure).
Do cholery, moja babcia przetrwała wojnę, powstanie, więzienie stalinowskie, męża psychopatę, śmierć prawie wszystkich dzieci, utrzymywanie matki ze mną z groszy zarabianych w pomocy socjalnej… I do tego miała energię, żeby aktywnie walczyć z komunizmem od założenia KOR-u, poprzez redagowanie, składanie i kolportowanie „Tygodnika Mazowsze”, aż do odzyskania niepodległości. To ja nie ogarnę? Oczywiście, że ogarnę!
I ogarniałam na tyle dobrze (zwłaszcza kiedy zaczęłam przy tym dbać o siebie), że aż doszłam do miejsca, w którym jestem teraz. Pełen miłości związek z najlepszym na świecie chłopakiem, stabilne relacje ze wspierającymi przyjaciółmi, ładne mieszkanie (wynajmowane), obfitość zainteresowań i kompetencji zawodowych, dużo spokoju nawet w obliczu kryzysu w kraju i nawrotu choroby, wyrozumiałość dla siebie, cieszenie się życiem – i oczywiście kotełki. Kotełki jako jedyne były zawsze, tylko kiedyś inne.




Mnie diagnozy zniszczyły. Żyje dopiero, gdy się od nich odcielam. Lecz każdy ma inaczej.