Nawrót w chorobie – dlaczego samoobserwacja jest taka ważna?

146

Wielu pacjentów z przewlekłymi problemami psychicznymi – choroba afektywna dwubiegunowa, schizofrenia, alkoholizm, nawracająca depresja – budzi się z ręką w nocniku. Przecież było dobrze! A potem nagle – jeb. I znów trzeba wygrzebywać się z dna.

Tylko że wcale nie jebło nagle.

To nie działa tak, że jednego dnia wszystko jest pięknie, a następnego masz nawrót i nie możesz wstać z łóżka, jesteś w ciągu, bierzesz kredyt na jaguara albo oskarżasz sąsiadów o dolewanie trucizny do kranówki.

Zawsze są znaki.

Dużo znaków.

Tylko trzeba umieć je zauważać.

Nawrót zaczyna się wcześniej niż Ci się wydaje

Nawrót to nie jest tylko pełnoobjawowa choroba, kiedy jest już bardzo, bardzo źle i wszystko się wali. To także ten okres pośredni, kiedy już nie jest dobrze, ale można – i trzeba – zareagować. Zmienić coś w życiu. Zmobilizować się do powrotu do nawyków wspierających zdrowienie. Poszukać wsparcia, u bliskich i profesjonalnego. Wdrożyć z powrotem leczenie farmakologiczne albo zwiększyć dawki.

Bo nawrotom można zapobiegać – a przynajmniej je zatrzymać, zanim się rozkręcą – tylko trzeba je zauważyć i wiedzieć, co dalej.

Jakie to mogą być oznaki?

Symptomy nawrotów są dla każdego trochę inne.

Niektóre wyglądają zupełnie niewinnie: to może być słuchanie tych samych piosenek, których słuchało się wtedy, kiedy się piło. Albo chodzenie w te same miejsca. Albo nagła inwazja muszek owocówek, bo coś gnije w kuchni – drugi raz w ostatnim czasie.

Inne są bardziej oczywiste:

  • zawalanie planów,
  • problemy z ogarnięciem higieny i sprzątania (na poziomie typowym dla zdrowej Ciebie),
  • zaburzenia snu czy rytmu dobowego,
  • izolowanie się od otoczenia,
  • karmienie mózgu treściami, które nam szkodzą (u mnie to nadmiar treści motywacyjnych, u osoby ze schizofrenią to mogą być teorie spiskowe).

Skąd masz wiedzieć, co jest Twoim sygnałem ostrzegawczym?

Żeby wykryć, co dokładnie jest u Ciebie sygnałem alarmowym, trzeba się poobserwować. Prześledzić, co działo się przed rozchorowaniem się. Co towarzyszyło chorobie zanim się poszukało pomocy i zaczęło zdrowieć. Warto to zrobić ze specjalistą (np. psychologiem klinicznym, psychoterapeutą, terapeutą uzależnień), ale samodzielnie lub z odpowiednim podręcznikiem do życia z Twoją chorobą też można dojść do wielu ważnych wniosków.

Istotne są zwłaszcza detale. Wydarzenia, które – kiedy nauczysz się je dostrzegać – będą Cię alarmowały. Bo to, że ostatnio trochę mniej jesz, trochę bardziej kłócisz się z innymi w internecie czy trochę gorzej śpisz – tego typu tendencje można zignorować. Tak się ostatnio ułożyło, nie przesadzaj. Ale to, że chodzi za Tobą jedna konkretna piosenka albo kot załatwił się poza kuwetą – no, to już są rzeczy, którym trudno zaprzeczyć – jeśli to są właśnie Twoje zwiastuny.

Zaś co do tendencji, warto wdrożyć stały monitoring kluczowych wskaźników zdrowia. To mogą być godziny snu, realizacja planów, odhaczanie nawyków, ilość kalorii, ilość ruchu itp. Niektóre aplikacje, na przykład Bearable albo Zdrowie na iOS, są do tego idealne.

Jedna jaskółka nawrotu nie czyni – ale kilka już zwiastuje burzę

Obserwując się, pamiętaj, że jeden symptom to jeszcze niewiele. Zwiększ czujność, ale nie wpadaj w panikę. Może naprawdę tak się złożyło. Ale kiedy znaków jest już kilka, miej się na baczności. Przyjrzyj się swojemu życiu. Może jest w nim zbyt wiele stresu? Może dręczy Cię jakiś niewyrażony konflikt? Czasami potrzeba niewiele, by sytuacja się polepszyła, a choroba – nie miała szans rozwinąć.

Moment, w którym należy poszukać profesjonalnej pomocy, trudno wyznaczyć. Z czasem to się po prostu wie. Wcześniej – lepiej zareagować za wcześnie niż za późno.

I nie ma, że sobie poradzisz samej!

Dawno temu koleżanka ze stażu zauważyła, że coś jest u mnie ostatnio nie tak – i zasugerowała psychiatrę. Jeszcze nie brałam leków na stałe. „Coś ty, wcale nie jest źle, poradzę sobie sama”, powiedziałam.

Był wrzesień. W październiku wyrzucili mnie ze stażu, a w listopadzie nie miałam już siły wstać z łóżka i jednego dnia mogłam albo się umyć, albo pozamiatać i wyrzucić śmieci, albo ugotować obiad – bo na dwie z tych rzeczy jednocześnie nie starczało mi łyżeczek.

Koleżanka widziała, że źle się dzieje, ale moja pycha nie pozwoliła mi wtedy powiedzieć do samej siebie: „Nie radzę sobie. Potrzebuję pomocy”.

Wystarczyłoby pójść do psychiatry we wrześniu i następne miesiące wyglądałyby zupełnie inaczej. A może i kolejne lata, bo tamten epizod dwubiegunówki naprawdę przeorał mnie psychicznie.

Masz wybór, czy zareagujesz w porę

Masz prawo sobie nie radzić. Masz prawo chorować. Ale nie masz obowiązku iść na dno.

Możesz zacząć działać wcześniej. Przed dramatem, przed załamaniem, przed tym momentem, w którym znów będziesz przeklinać siebie, że za długo czekałaś.

Zatrzymaj się. Popatrz. Zobacz, co już próbowało Ci powiedzieć: „Hej, to się może znów zaczynać”.

Czasem, żeby się nie załamać, wystarczy jedna rzecz: powiedzieć sobie „chyba coś się we mnie zmienia na gorsze” – i zacząć działać, zanim będzie za późno.

4 KOMENTARZE

  1. W pierwszej chwili chciałam napisać „no ej, w chadzie to czasami jest takie pierdol.nięcie”, ale przeczytałam „słuchanie tych samych piosenek” i przypomniało mi się, jak ta muzyka właśnie była dla mnie zawsze tym papierkiem lakmusowym depresji i manii.
    Prawie 15 lat temu przeszłam intensywną terapię behawioralno-poznawczą i przerobiłam z terapeutką książkę Moniki Ramirez „Zaburzenie afektywne dwubiegunowe” i tam był taki rozdział o rozpoznawaniu sygnałów i przeciwdziałaniu skutkom. W sumie – pozycja obowiązkowa dla świeżaków w tym temacie…

    • O tak, to jest bardzo dobra książka 🙂 Chętnie kiedyś do niej wrócę.

      U mnie najmocniejszym papierkiem lakmusowym jest rytm dobow. Ciekawa sprawa, bo najlepszy monitoring godzin snu robi mi (i mam zebrane dane od 2013 roku!) analityka utworów słuchanych na Spotify w aplikacji Stats.fm. Bo przez większość czasu, kiedy nie śpię, Spotify gra mi w tle, ale prawie nigdy nie zasypiam przy muzyce.
      Stats.fm wyświetla mi 24-godzinny zegar-histogram, na którym widać, jak często w danej godzinie słuchałam muzyki, widać go trochę na stronie głównej aplikacji: https://spotistats.app/. Mogę porównywać dane dla dowolnego tygodnia, miesiąca, roku i dla całego okresu.
      W roku, w którym miałam nieleczone rozszalałe ChAD, ten histogram jest bardzo zbliżony kształtem do koła z tarczą zegara dokładnie na środku – ja wtedy po prostu nie miałam rytmu dobowego, potrafiłam się kłaść i wstawać o każdej możliwej godzinie. Im mniej zarywam nocy, tym bardziej można domniemać, że jest OK.

    • Ooo, zainstalowałam na próbę i to naprawdę bardzo fajna aplikacja! Ja używam teraz natywnych aplikacji iOS Zdrowie + Dziennik, ale ta ma jak widzę dużo fajnych opcji i jest bardziej 2w1:) Dzięki za polecenie <3

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj